Liczy się jedna rzecz
Nie sprzedajemy „świadomości marki” ani „zaangażowania”. ROAS, CAC, sprzedaż. Reszta to słowa, które agencje wymyśliły, żeby fakturować, gdy nie ma wyników.
Bez slajdów. Bez „case study” sprzed dwóch lat. Bez screenów z Photoshopa.
Wszystkie kampanie sprzedażowe wszystkich klientów, aktualizowane na bieżąco. Patrzysz na to samo, co my, w tej samej sekundzie.
To, co widzisz na górze strony, to nie zrzut ekranu z Photoshopa. Każda liczba leci tu prosto z Facebooka i Instagrama — z tego samego panelu, w którym my codziennie sprawdzamy wyniki kampanii klientów. Ty patrzysz na to samo, na co my.
ROAS to zwrot z wydatków na reklamę, czyli ile złotych przychodu wraca z każdej złotówki wpakowanej w reklamę.
Klient pozwala nam wejść do swojego konta reklamowego na Facebooku i Instagramie. Bez tego żadna agencja nie może prowadzić kampanii — to normalny standard współpracy. Różnica jest taka, że te same liczby, które inni chowają w prywatnych raportach, my pokazujemy publicznie tu, na tej stronie.
Facebook udostępnia agencjom specjalny kanał danych (tzw. API), którym lecą aktualne wyniki kampanii. Te same liczby, które widzimy my w panelu reklamowym — Ty widzisz na tej stronie. Bez Excela. Bez ręcznych raportów. Bez nikogo, kto by te liczby po drodze poprawił. Pokazujemy wszystkie aktywne kampanie sprzedażowe wszystkich klientów — nie wybieramy „top 3", nie chowamy słabych.
Wchodzisz na stronę i widzisz aktualne liczby: średni ROAS z 7 dni, najlepszy dzień, najgorszy dzień, ile kampanii teraz leci. Mamy słaby tydzień? Widzisz go w tej samej chwili, co my. Świetny? Też. Nie da się być bardziej szczerym niż to.
To nie marketingowa sciema. To dokładnie ten sam strumień danych, którym codziennie sterujemy budżetami klientów.
Nie jesteśmy korporacją z 40 etatami i prezentacją „Kim jesteśmy” na 60 slajdów. Jesteśmy paczką ludzi, która od dekady robi performance i ma dość tego, że cała branża chowa swoje wyniki w szafie. Więc je wyjęliśmy. I powiesiliśmy na stronie.
Nie sprzedajemy „świadomości marki” ani „zaangażowania”. ROAS, CAC, sprzedaż. Reszta to słowa, które agencje wymyśliły, żeby fakturować, gdy nie ma wyników.
Liczby na górze strony są publiczne i odświeżają się na bieżąco. Słaby tydzień? Widzisz go w tej samej chwili, co my. Świetny? Też. Nikt nie chowa wyników za zmyślonymi przykładami ani obrobionym zrzutem ekranu.
Żadnych slajdów na 60 stron, żadnych spotkań „kick-off”, żadnego agencyjnego bełkotu i farmazonów. Mówimy jak jest, robimy co działa. A jak nie działa — też mówimy.
Spróbuj. Wejdź na stronę swojej obecnej agencji albo dowolnej innej. Poszukaj zakładki z żywym, publicznym ROAS-em ich klientów. Nie znajdziesz. Nikt, dosłownie nikt — w polskim performance marketingu nie pokazuje wyników na żywo. Bo to jest niewygodne. Bo trzeba brać odpowiedzialność za swoje wyniki.
Jeśli ktokolwiek w tej branży nie pokazuje swoich liczb na żywo, zadaj sobie jedno pytanie: dlaczego?
Bez umów na rok z drobnym drukiem, bez trzygodzinnych spotkań „kick-off” o niczym, bez sławnego „okresu wdrożeniowego” na 6 tygodni, w którym nic się nie dzieje. Wchodzimy, robimy robotę, pokazujemy liczby.
Patrzymy na Twoje konto reklamowe, dane sprzedażowe, lejek i ofertę. Mówimy szczerze: bierzemy Cię czy nie. Nie każdy biznes pasuje — i to jest OK. Lepiej powiedzieć „nie”, niż przepalać Twój budżet przez pół roku.
Pierwsze 30 dni to ostry sprint: nowe kreacje, nowa strategia, nowe targetowanie — wszystko w pełnym tempie. Twój ROAS pojawia się na publicznych liczbach na górze tej strony już od pierwszego dnia.
Działa? Skalujemy budżet i wyciskamy z konta maksimum. Nie działa? Mówimy Ci to tego samego dnia, nie po dwóch miesiącach. Żadnych niespodzianek na koniec kwartału.
Jeśli agencja nie pokazuje
Ci ROAS-u na żywo,
to nie ma czego pokazać.
Najpierw 6 minut przez telefon. Sprawdzamy, czy w ogóle nadajemy na tych samych falach. Bez slajdów, bez sprzedażówki, bez podsuwania umowy. Jak klika, umawiamy się na dłuższą. Jak nie, oszczędzamy sobie czasu.